Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

1 lutego 2019

Między słowem a czynem

Dla pewnych osób (np. uczulonych na potwierdzanie swojej męskości, odwagi albo pryncypialności, niezłomności, nieprzekupności) honor jest wartością tak bezcenną i oczywistą, iż pewni są samych siebie. Bez żadnych wątpliwości pewni są z góry własnej niezawodności w sytuacjach trudnych, beznadziejnych lub pozbawionych niekontrowersyjnego wyjścia. To takie sytuacje, w których każde rozwiązanie jest pod jakimś względem wątpliwe, może nawet niemożliwe do akceptacji – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Podobnie bezcenny i oczywisty wydaje się honor pewnym grupom lub kategoriom społecznym, np. takim, które kierują się etosem rycerskim, żołnierskim. To często przydarza się bojownikom o wielką sprawę, ideę, powstańcom, rewolucjonistom. Ci w imię honoru zdolni są i gotowi wszystko poświęcić – bez zastanowienia lub na zasadzie „mimo wszystko”. To wyznawcy zasady pokrewnej maksymie fiat iustitia et pereat mundus (sprawiedliwości musi stać się zadość, choćby świat miał sczeznąć).

Honor jest dla wyznawców-maksymalistów wartością tak silnie przyswojoną i przeżywaną, iż najzupełniej szczerze nie wyobrażają one sobie innego postępowania niż takie, które jest zgodne z ich zasadami i kryteriami własnej tożsamości jako ludzi związanych właśnie regułami honoru. Takie osoby lub grupy silnie – aż do egzaltacji – przeżywają stan psychiczny, który zwykle nazywamy poczuciem honoru. To nastawienie, zaprogramowanie postępowania analogiczne do poczucia godności, poczucia wartości własnej, poczucia odpowiedzialności. A zresztą, zwykle splata się właśnie z takimi nastawieniami.

Nie sugerujmy się jednak na kredyt, na wyrost samym w sobie czyimś poczuciem honoru. Zwłaszcza wtedy, gdy jest ostentacyjnie manifestowane. Uroczyste, patetyczne deklarowanie „honor mą busolą” nie jest – wbrew wrażeniom świadków i wbrew mniemaniu samego podmiotu, szczycącego się swym klejnotem pryncypialności, moralnej nieskazitelności i dżentelmeńskiej wzniosłej elegancji postępowania – gwarancją, że właśnie tak postąpi w godzinie próby.

Obrzędowy hołd złożony własnemu poczuciu honoru nie jest gwarancją nawet tego, że w przeszłości ten ktoś postępował wyłącznie honorowo, że nie uchybił własnym rygorom honoru. To co najwyżej – jeśli pominąć czysto rytualne puste deklaracje i akty samochwalstwa, a tym bardziej przejawy hipokryzji, manipulacyjnej pochlebnej autoprezentacji – wyraz szczerych chęci.

A wiele szczerych chęci i szczytnych intencji w zderzeniu z praktyką, koniecznością dokonania moralnego wyboru, nie wykracza jednak poza granicę pobożnych życzeń. Niektórym takim szlachetnym zapowiedziom zaprzecza, niestety, czyn faktycznie popełniony, żenujące niezdecydowanie, rejterada lub żałosny wykręt, kompromitujący unik, śmierdzący akt wiarołomstwa.

Nie odkryjemy tu Ameryki, jeśli stwierdzimy, iż łatwo jest honor czcić słowem, gestem i obrzędem (czemu towarzyszy bardzo przyjemne wzruszenie, jakie pieści naszą samoocenę), trudniej natomiast jest potwierdzić zapowiedz nieskazitelności tym, co po niej praktycznie następuje. Niełatwo jest konkretnym zachowaniem w konkretnej sytuacji ucieleśnić to, co w abstrakcyjnej formule wyrzucamy z siebie jak z automatu patetyczną formułką, sloganem, frazesem.

Oto znany, a bardzo przykry dla każdego polskiego patrioty, przykład historyczny.

Poruszające i budujące moralnie przemówienie ministra Becka w dniu 5 maja 1939 roku – godna, godnościowa odprawa dla ultimatum III Rzeszy, gdy wiadomo było, że odmowa oznacza wojnę z wielokrotnie silniejszym przeciwnikiem:

»Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor.«

Słowa niesłychanie krzepiące, motywujące do tego, by poczucie własnej słuszności i duma z powodu zachowania godności, niesprzedajności przeważyły nad obawą przed starciem z silniejszym, nad świadomością najwyższej ceny okazanej niezłomności, nad pokusą targowania się, która wymagałaby, żeby przełknąć upokorzenie.

Tymi słowami minister przeszedł do historii. Jego przemowa zaliczana jest do najbardziej godnych uznania i zapamiętania pereł politycznej retoryki. Zasłużenie przypominana jest w antologiach najsłynniejszych i perfekcyjnych przemówień.

Niestety jednak, wizerunek tegoż ministra nie pozostał posągowy, co poniekąd jest tragedią tego polityka, człowieka.

„Ideał sięgnął bruku” za sprawą ewakuacji (mówiąc najoględniej) do Zaleszczyk. I tego nie zmieni najbardziej nawet pragmatyczne, a częściowo usprawiedliwiające rozumowanie, iż nastąpiło to w sytuacji, gdy dalsze kierowanie walką stało się nie tylko nieefektywne, ale i wręcz niemożliwe, a intencją było zachowanie ośrodka kierowniczego na obczyźnie, właśnie w celu kontynuacji walki.

W interpretacjach tego epizodu zbyt łatwe, bezrefleksyjne są oskarżenia o panikarstwo czy tchórzostwo, zbyt prostackie podsumowania bankructwa dotychczasowej polityki. Wybór między pozostaniem na miejscu a emigracją póki czas to przykład klasycznej pułapki, w jaką wikła wyznawcę bezwarunkowo pojmowana i bez zastrzeżeń deklarowana wartość. I w jaką wikła wcześniejszy rytualny maksymalizm („gotowi na wszystko, byle zachować honor”, „będziemy walczyć do upadłego” itp.).

Honor nakazywał – inaczej niż kalkulacja pragmatyczna, jaka poniekąd jest obowiązkiem polityka – by znalazł zastosowanie schemat kapitana, który ostatni opuszcza tonący okręt albo tonie wraz z okrętem. Względy pragmatyczne podpowiadały inne zachowanie, ale własne wcześniejsze deklaracje do czegoś innego zobowiązywały.  Oczekiwanie społeczne (podsycone własnymi słowami i gestami polityków) było takie, iż minister (i w ogóle rząd) powinny się zachować tak, jak w przyszłości doktor Korczak, który nie opuścił swych podopiecznych, choć w niczym nie zmieniło to ich losu.

Ale gdyby nawet Józef Beck pozostał w kraju w wiadomej, beznadziejnej sytuacji i poległ w walce lub został zamordowany podobnie jak Stefan Starzyński, to i tak jego życiorys nie byłby sylwetką człowieka honoru bez skazy. Czym bowiem wyróżnił się, zasłużył dla Polski i chlubił w czasie niewiele poprzedzającym bohaterską przemowę-odmowę? Wkroczeniem z orkiestrą do Zaolzia – przy okazji pomonachijskiego rozbioru Czechosłowacji. Taki rewanż za rok 1919 (cokolwiek byśmy powiedzieli o ówczesnym działaniu Czechosłowacji, wykorzystaniu trudnej sytuacji Polski) trudno byłoby nazwać zachowaniem honorowym. I nic dziwnego, że ci, którzy nie zamierzali „umierać za Gdańsk” z rozkoszą potem na to się powoływali w swoim wykręcie, sojuszniczym wiarołomstwie.

W polskiej tradycji wzorców patriotyzmu nie brakuje popisów tromtadracji, dumnej postawy („nie oddamy nawet guzika”), gotowości do honorowej klęski (gotowości czasem nawet potwierdzonej praktyczną nadgorliwością), straceńczego przekonania o wyższości tego, kto raczej zginie niż ustąpi nad tym, kto się ugnie lub wycofa, ale przetrwa. Może to nasza specjalność: „powstać z kolan”, by zupełnie upaść?

Czy jednak jest tak, iż skoro honor jest wartością bezcenną, to i jego celebrowanie nic nie kosztuje? Kosztuje. I tego, kto obnosi się ze swoim poczuciem honoru ponad stan, ponad miarę rzeczywistych możliwości, i tego, czyj los jest w rękach ludzi ceniących honor ponad wszystko. Tego przecież dotyczy dyskusja na temat związków między honorem powstania a losem cywilów, między honorem kamikaze lub Volkssturmu a hekatombą ludności w wojnie dawno przegranej.

Może więc honor – paradoksalnie – polega czasem na tym, aby nie być tak honorowym („honornym”?) w sytuacji, gdy to nasze poczucie honoru jest zgubne dla ludzi pod naszą opieką lub władzą?

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

 

 

W wydaniu nr 207, luty 2019, ISSN 2300-6692 również

  1. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Polak z wyboru
  2. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Pamięć o Chodżałach
  3. LEKTURY DECYDENTA

    Dwie chińskie opowieści
  4. WIATR OD MORZA

    Dwie szklarnie
  5. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Warszawska konferencja
  6. DECYDENT POLIGLOTA

    Niemiecki jest prosty
  7. ROPA NADAL RZĄDZI?

    Polityka versus biznes
  8. IMIGRANCI W POLSCE

    Zarobki i bezrobocie
  9. FAŁSZYWE RODO

    Uważaj na wezwania do zapłaty
  10. WSPÓLNE CZYTANIE

    Pora na zwierzaczka
  11. LEKTURY DECYDENTA

    Dlaczego?
  12. CYBERATAKI

    Gigantyczne wycieki danych
  13. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Psychologia zbrodni
  14. WIATR OD MORZA

    System binarny, czyli układ zamknięty
  15. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Między słowem a czynem
  16. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Kościół katolicki
  17. LEKTURY DECYDENTA

    Przywracali Polskę światu