Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

3 listopada 2018

Honor jako suma cnót i przymiotów

Honor jako cecha postawy człowieka łączy w sobie nieco staroświecki (w przeciwieństwie do postmodernistycznego rozkojarzenia i płynności), integralny i wręcz spiżowo-posągowy urok wzorca moralnego, a zarazem estetycznego poloru. Człowiek, któremu przypisujemy honor i jako nastawienie (zaprogramowanie) życiowe, i jako zgodną z tym praktykę postepowania, postrzegany jest jako uosobienie chwalebnej postawy moralnej, a zarazem elegancji, swoistej wytworności, a w każdym razie „klasy”. Nie przypadkiem tak bliskie są sobie wyrażenia „człowiek honoru” oraz „człowiek z klasą”. I nie przypadkiem tęsknota do połączenia walorów moralnych z estetycznymi przybiera postać zbitki pojęciowej „piękno moralne” – pisze prof. dr hab. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Człowiek z honorem jest „piękny moralnie” – w przeciwieństwie do ludzi pozbawionych honoru (i poczucia honoru, i zdolności potwierdzania go czynem). Ci – odwrotnie – kojarzą się nie tylko z niegodziwością, krętactwem, tchórzostwem, oślizłą hipokryzją w godzinie próby i w sytuacjach kompromitujących, ale i z obciachem, trywialnością, z żenującym brakiem smaku, z prymitywizmem lub cwaniactwem. W tym sensie m.in. pojawiała się u Poety (wiadomo, którego) tak zwana kwestia smaku.

Rozważmy najpierw te moralne komponenty honoru. Rozłóżmy honor jako kategorię moralną na czynniki pierwsze. Zauważymy wtedy, że to, co nazywane jest honorem, stanowi splot, syntezę cnót wszelakich i przymiotów charakteru. Splot (z greckiego: syndrom), czyli takie powiązanie pewnych cech, z których każda ma jakąś treść i wartość sama w sobie, ale we współzależności tworzą całość nierozerwalną i jakość jeszcze inną niż jakość składników, a nawet zwykłej ich sumy.

Jeśli wzorować „receptę na honor” na przepisach dobrej zupy, sosu lub sałatki, to powinniśmy wziąć pod uwagę takie składniki i przyprawy jak:

* poczucie godności (choć sama godność może nie wystarczyć, a honor może wymagać przełknięcia upokorzeń, poświęcenia własnej godności w imię zasad);

* pryncypialność (postawa człowieka zasad – niezłomnych zasad, choć to nie musi oznaczać braku poczucia rzeczywistości, jakiejś ortodoksyjnej tępoty);

* poczucie powinności, obowiązku, zobowiązania w stosunku do siebie samego i w stosunku do innych – tak silne, że nie wyobrażam sobie, abym mógł zawieść w swojej roli, a jeśli czemuś nie sprostam, by nie ucierpiało moje poczucie wartości własnej;

* poczucie odpowiedzialności (za swoje czyny, ale i za czyny podwładnych lub krewnych), które nie pozwala uchylać się od współwiny ani „żyć dalej” w stanie samozawstydzenia i niesmaku;

* odwaga (w tym tzw. odwaga cywilna, czyli zdolność do wystąpienia nawet przeciw wszystkim, jeśli ogół lub większość zdradza własne i wspólne zasady, toleruje nikczemność, hańbę, a smaruje to hipokryzją);

* poczucie wstydu (za siebie i za innych), które nie pozwala udawać, że nic się nie stało, cieszyć się sukcesem zapewnionym przez oszustwo, kłamstwo lub wiarołomstwo, dobrze się czuć i dobrze bawić w towarzystwie znajomych, wspólników i przyjaciół o śmierdzącym dorobku, statusie i szemranej reputacji;

* samokrytycyzm, który nie pozwala oszukiwać samego siebie, że „wszystko jest w porządku” albo, że „widocznie inaczej się nie da”, że „tak być musi”, że „zrobiłem wszystko co w mojej mocy”, że „nie popełniłem błędu, to tylko jakiś głupi przypadek albo wszystko sprzysięgło się przeciw mnie”.

Tak więc: nie ma honoru bez godności, bez pryncypialności, bez imperatywu postępowania godnego, którego nie przyniosłoby wstydu, bez poczucia odpowiedzialności, bez odwagi potwierdzenia swych zasad narażeniem się na stratę lub osamotnienie, bez zdolności do samokrytyki, nawet samoukarania, ale i krytycznego dystansu do własnej wspólnoty, do współwyznawców, współtowarzyszy, współbojowników oraz po prostu kumpli (zamiast postawy fałszywej i obłudnej wyrozumiałości, gotowości do „krycia” swoich).

Ale honor nie sprowadza się do żadnej z tych cech z osobna, jest też czymś więcej niż ich suma liczona jak kolejne zaliczone pozycje w formularzu „poprawności” czy „przykładności”. Honor dlatego jest honorem, że ten splot jest integralny. To znaczy: żadnego z tych komponentów nie może zabraknąć w trwałej postawie honorowej ani w konkretnych „zachowaniach honorowych”, bo też wzajemnie one siebie i dopełniają, i stymulują.

Podobnie, jak nie można być tylko „trochę w ciąży”, nie można również mieć honoru w części lub w namiastkach. Tu jest podobnie jak z dobrym zapowiadaniem się. Jeśli ktoś dobrze zapowiada się (jako talent, jako pracuś, przodownik, nawet materiał na bohatera lub przywódcę), jeszcze nie znaczy to, że już taki jest, choćby „a konto”. Zaliczka na poczet honoru jeszcze nie jest „kawałkiem honoru” czy „kapitałem założycielskim” honoru. Równie dobrze może to być macanie nogą dna basenu, po którym debiutant w pływaniu wybierze jednak bezpieczniejsze i bardziej wygodne dla siebie techniki pływania.

Albo jesteś człowiekiem honoru, albo nie. Choć prawdą jest, że to nie przychodzi w jednej chwili mocą objawienia czy bożego błogosławieństwa, do tego trzeba dojrzeć – i honor jest takim świadectwem dojrzałości.

Sytuacje i postawy pośrednie pomiędzy „czystym honorem” a brakiem honoru tworzą strefę nie tyle prawie honoru, ile niby-honoru, pseudohonoru. Jak wiadomo, szklanka wypełniona do połowy nie jest pełna, choć nie jest już pusta. I wiadomo też z reklamy, że „prawie czyni wielką różnicę”. Jeśli więc ktoś „oszczędnie gospodaruje” honorem (podobnie jak np. prawdą), ta jego powściągliwość i umiar nie tyle dobrze o nim świadczą (chwalebna rozwaga zamiast fanfaronady czy szlachetnej desperacji), ile brzydko pachną. Zalatują fetorkiem osoby, która chciałaby zjeść ciasteczko, ale mieć to ciasteczko – i w tym celu trochę uszczknie, a trochę zostawi na później, na inną okazję. Lub osoby, która wprawdzie „dała ciała”, ale nadal chce uchodzić za cnotkę.

Honor jest jak pineska w krześle (z gwoździem do góry), której jednak, niestety, nie da się wydłubać, na której trzeba siedzieć, choć uwiera.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 204, listopad 2018, ISSN 2300-6692 również

  1. WIATR OD MORZA

    21 lat niepodległości
  2. LEKTURY DECYDENTA

    Wspomnienia z przedwojennego Wilna
  3. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honor jako suma cnót i przymiotów
  4. DECYDENT POLIGLOTA

    Nowoczesny przekaz w biznesie
  5. WIATR OD MORZA

    Wykopki buraków
  6. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Ograbianie narodu