Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

1 września 2018

Honor jako pojęcie moralne

Honor – jeśli rozumiany jest nie jako splendor czy zaszczyt – jest pojęciem moralnym. Moralnym w tym sensie, że ściśle związany jest z postawą moralną człowieka, postulowaną i ocenianą według kryteriów pryncypialności, dobra lub zła, sprawiedliwości, przyzwoitości (w znaczeniu: postępowania godziwego), uczciwości, godności. Zaprzeczeniem honoru jest wszak brak zasad, brak godności i brak twarzy, koniunkturalizm, krętactwo, cwaniactwo, oszustwo, przyjmowanie niezasłużonych korzyści i nagród, przywłaszczanie cudzych zasług, rażąca niesprawiedliwość w ocenie innych polegająca na ignorowaniu ich osiągnięć i zasług – pisze prof. dr hab. Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Także – zapewnianie sobie korzyści, wygody lub bezpieczeństwa za cenę gładkiego przełykania upokorzeń, gotowość do samoponiżenia lub „zeszmacenia się”, byle coś zyskać, zarobić. Wreszcie – wypieranie się odpowiedzialności za własne pomysły i czyny; przerzucanie niebezpieczeństw lub strat zawinionych przez siebie na innych; obarczanie winą za własne sprawki, machlojki i wpadki innych ludzi. Właśnie dlatego pojęcie honoru praktycznie przejawia się w poczuciu powinności, zobowiązania lub obowiązku – w stosunku do innych, do wspólnoty, do samego siebie.

Moralny sens pojęcia honoru znajduje wyraz przede wszystkim w traktowaniu go jako zasady własnego postępowania – i to zasady stosowanej konsekwentnie bez względu na koniunkturę, bez względu na to, jak gotowi są postąpić lub jak już zachowują się inni. Honor ma ten, kto postąpi właściwie nawet wtedy, gdy nikt tego nie oczekuje, nikt go do tego nie zmusza ani też nikt nie zauważy odstępstwa od wyznawanych zasad. Ten, kto zdobędzie się na potwierdzenie swych zasad, gdy jest to dla niego niewygodne, a zarazem, gdy inni zachęcają go do sprzeniewierzenia się zasadom kusząc korzyściami, awansem czy choćby świętym spokojem, bezpieczeństwem.

Tak pojęty honor jest istotnym komponentem GŁOSU SUMIENIA, który odzywa się zawczasu – jako ostrzeżenie, w postaci skrupułów, a nie dopiero poniewczasie, w postaci zakłopotania, wstydu, wyrzutów, żalu. Intuicyjnie czujemy, że „honor wymaga” (tego i tego), a zarazem „honor nie pozwala” (na to czy tamto).

Ten głos sumienia odzywa się jednak i po fakcie, gdy wprawdzie jest za pózno w tym sensie, iż „mleko już się rozlało”, „nie skleisz pobitego jajka”, ale jeszcze nie jest za pózno, by uratować honor właśnie dobrowolnym samoukaraniem i zrzeczeniem się roli, w jakiej zawiedliśmy lub sprzeniewierzyliśmy się jej przesłaniu. Skala takich rozliczeń jednocześnie z samym sobą i z otoczeniem jest rozległa – od zwrócenia nienależnej nagrody czy wynagrodzenia za niewykonaną albo spartaczoną pracę (tu kłania się kapitalny radziecki dramat Premia Aleksandra Gelmana, znany też z filmowej wersji), poprzez zniknięcie z horyzontu (po totalnej kompromitacji rezygnuję z kandydowania na stanowisko i z występów w mediach), dymisję (honorową właśnie) z lukratywnego stanowiska aż po honorowe samobójstwo.

Ten ostatni rodzaj działania jest dziś – w skomercjalizowanej i zmedializowanej kulturze i mentalności – zupełnym reliktem. Nawet wygłupy dziś się opłacają (wzrasta słupek rozpoznawalności i popularności, tysiące lajków), a nikt nie strzela sobie w łeb tylko dlatego, że zrobił z siebie idiotę lub popełnił czyn haniebny. Czyn haniebny też się opłaca – zbrodniarz może zarobić miliony wydając książkę-bestseller „Jak zatłukłem bezbronnego dzieciaka i jak przy tym piszczał”.

Okolicznościową konkretyzacją tego abstrakcyjnego poczucia moralnego, imperatywu pryncypialności i konsekwentnie właściwego postępowania są wypowiedzi, gesty i czyny takich czy innych osób tradycyjnie określane jako zachowania honorowe. Te zaś są szczególnie cenione wtedy, gdy w grę wchodzi naprawa błędu (i już samo przyznanie się do błędu lub przewinienia, grzechu), zadośćuczynienie czyjejś krzywdzie, intencja zrekompensowania wspólnocie zawinionych przez siebie strat itp. Ale też do kategorii zachowań honorowych należą symboliczne i rytualne formy okazywania dezaprobaty dla postępków lub trwałych postaw nieuczciwych, niegodziwych, amoralnych, budzących oburzenie i odrazę, a co najmniej niesmak.

Pojęcie honoru odnosi się też do wzorców osobowych – postulowanych zgodnie z pewnym ideałem kryteriów godnej postawy. Godnej – to znaczy: godnej uznania, a nie narażającej na blamaż, kompromitację, oburzenie i potępienie. W tym sensie wciąż jeszcze obecne jest w powszednim użytku (a nie tylko w retoryce uroczystej czy pedagogicznej) określenie człowiek honoru. To ktoś, kto nie tylko wie, jak się zachować, by nie stracić honoru właśnie, ale jest wręcz uosobieniem wzorca postawy godnej, honorowej.

Szczególnym przypadkiem takiego ucieleśnienia wspomnianego wzorca jest postępowanie człowieka działającego w zawodowej, służbowej lub ochotniczej roli opiekuna, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo, zdrowie, życie i stan psychiczny lub położenie materialne podopiecznych, podwładnych, wychowanków – w sytuacji krytycznej lub wręcz ostatecznej. Opiekun spolegliwy nie zawiedzie nie tylko dopóty, dopóki może pomóc, ochronić, ocalić, ale i wtedy, gdy sam jest – nie z własnej winy – bezradny. Wtedy nie opuszcza tych, dla których był przewodnikiem i obrońcą. Jak wiadomo, „szanujący się” kapitan ostatni opuszcza tonący okręt, o ile zdąży. Wiadomo też, że doktor Korczak miał szansę i ofertę uniknięcia losu żydowskich dzieci-sierot, nad którymi sprawował opiekę, lecz nie wyobrażał sobie innej decyzji niż być z nimi do końca i podzielić ich los.

Moralny sens pojęcia honoru znajduje też wyraz w systematyce kryteriów oceny ludzi w określonych rolach społecznych, zawodowych oraz warunków ich dopuszczenia do danej wspólnoty lub wykluczenia z niej. Dopuszczenia lub wykluczenia nie na zasadzie prawnej, lecz na zasadzie zwyczajowej – czego przykładem są kodeksy honorowe. Najbardziej klasyczne exemplum to wywód na temat, kto posiada „zdolność honorową” w sławetnym Kodeksie Boziewicza.

Moralny sens pojęcia honoru poznajemy też – odpowiednio – w symbolicznym i rytualnym sposobie egzekwowania od członków takiej czy innej wspólnoty respektowania jej zasad, zwłaszcza tych stanowiących o tożsamości tej wspólnoty. Istnieją więc tak zwane sankcje honorowe – dobrze znane z powszedniej praktyki: nie podajemy komuś ręki, ignorujemy jego obecność, ale też: odsyłamy order temu, kto nam go nadał, lecz sam firmuje lub współtworzy coś, co uznajemy za haniebne. Sankcje honorowe występują zarówno w postaci spontanicznej, w reakcji na dorazne i nieprzewidziane przypadki draństwa czy karygodnej nieodpowiedzialności, jak i w postaci sformalizowanej, skodyfikowanej, czego przejawem w przeszłości były tak zwane sądy honorowe.

Moralny sens i status pojęcia honoru jest więc wieloraki. A pod pewnym względem – dwoisty.

Z jednej strony, pojęcie honoru spełnia rolę narzędzia. Jest to instrument wymuszający przyswojenie i stosowanie zasad i wartości moralnych, zwłaszcza w sytuacjach, gdy korci, kusi zachowanie niezbyt pryncypialne, „obciachowe”, albo i niegodne.

Z drugiej strony, honor sam sobie jest wartością dla człowieka, który chce nim się kierować w swoim życiu, w funkcjonowaniu społecznym – od więzi rodzinnych po karierę menadżerską, wojskową czy polityczną. Nie bez powodu popularne są powiedzenia w rodzaju „nie mam już nic do stracenia oprócz honoru” czy „wszystko ma swoją cenę, jednak honor jest bezcenny”.

Chociaż… nie przesadzajmy z tym wyobrażeniem że honor jest wartością samą w sobie, a więc samożywną, samowystarczalną, pielęgnowaną „mimo wszystko” lub „wbrew wszystkiemu”. Honor jest dla nas wartością dlatego, że zrośnięty jest z innymi wartościami lub potrzebami bezwzględnymi; to im on służy i ma sens pod tym warunkiem, że zapewnia ich osiągnięcie lub utrzymanie.

Nawet najbardziej wysublimowane pojęcie honoru nie oznacza, że postawa człowieka honoru jest dosłownie i czysto bezinteresowna. Popularne powiedzenie „warto być przyzwoitym” w pełni odnosi się do honoru. Ale co to znaczy w praktyce? Znaczy tyle, że na dłuższą metę nikt nie jest w stanie funkcjonować z poczuciem własnej bezwartościowości, z samopoczuciem szmaty ani też z poczuciem, iż w oczach otoczenia (najbliższych, partnerów, zwierzchników, podwładnych) nie zasługuje na krztę szacunku, ale na pogardę czy odrazę.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 202, wrzesień 2018, ISSN 2300-6692 również

  1. WSPÓLNE CZYTANIE

    Superpomocnik
  2. CIECHOCINEK

    Perła w zdrojowej koronie
  3. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Niespodziewane wyjaśnienie zbrodni
  4. DECYDENT POLIGLOTA

    Nauka bez nerwów
  5. LEKTURY DECYDENTA

    Ważna inicjatywa
  6. ESKALACJA KONFLIKTU HANDLOWEGO

    Trump atakuje cłami
  7. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Zapomniany brat Marszałka
  8. LEKTURY DECYDENTA

    Nie jest on skruszony
  9. WIATR OD MORZA

    Śmierć prezesa
  10. HAJOTY PRESS CLUB

    Andrzej Fogtt inspiruje
  11. Z KRONIKI BYWALCA

    Dwa w jednym
  12. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Powstanie i upadek Jugosławii
  13. USA - CHINY

    Prawdziwa wojna handlowa
  14. DECYDENT GLOBTROTER

    Rowerowa pielgrzymka
  15. WIATR OD MORZA

    Egzorcyzmów ciąg dalszy...
  16. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Klęska we wrześniu 1939 r.
  17. PIĘKNA NASZA POLSKA CAŁA

    Półkolonialne mocarstwo
  18. WSPÓLNE CZYTANIE

    Prawdy ponadczasowe
  19. LEKTURY DECYDENTA

    Kwietniowa sobota
  20. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honor jako pojęcie moralne
  21. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Rozmowa myślących Polaków