Established 1999

CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

4 lipca 2018

Honor i honorowy

Mundialowy blamaż polskich piłkarzy – włącznie z niesmacznym „meczem o honor”, który zaprzeczył swej nazwie – unaocznił ludziom starej daty, jak zapomnianym, a jeśli jeszcze przywoływanym, to rozumianym opacznie jest pojęcie honoru. I jak coraz mniej obecne w mentalności i w praktyce powszedniej jest to, co kiedyś nazywano honorem. Pozornie tylko temu zaprzecza, a paradoksalnie potwierdza, odświętne dęcie w trąby pod hasłem honoru właśnie. Honor wyciągany od święta z muzealnej szuflady prezentuje się patetycznie, godnie i perfekcyjnie (honor bez skazy). Lecz taki honor doskonały (jak doskonałe jest samopoczucie jego celebrantów) i niesplamiony ma podobną wartość jak sumienie z sarkastycznego aforyzmu Leca: Sumienie miał czyste. Nieużywane – pisze profesor Mirosław Karwat.

Prof. dr hab. Mirosław Karwat, Uniwersytet Warszawski

Odkurzmy ten relikt przeszłości, przyjrzyjmy mu się w całej okazałości, zanim zupełnie zniknie z horyzontu i użytku. Czym jest honor? Co właściwie znaczy to słowo? W każdym razie w pierwotnym i właściwym sensie?

Samo słowo ma pochodzenie łacińskie, a jego pierwotny dosłowny sens był następujący: godność, zaszczyt, chluba. Z jednej strony, to łacińskie słowo odnosiło się więc do czyjegoś wyróżnienia, do uznania dla kogoś (z założeniem, że jest zasłużone). Z drugiej strony, do powodów, tytułów do takiego uznania, przejawiającego się w postaci szacunku, prestiżu, podziwu, autorytetu. Chodziło bowiem o zachowania przynoszące chlubę (a nie ujmę) lub jeszcze lepiej – o trwale chlubną postawę, o taki rodzaj spolegliwości, niezawodności, że ktoś na pewno zawsze zachowa się tak jak trzeba, choćby nawet było to dla niego niełatwe i niewygodne.

W tym drugim kontekście pojęcie honoru ma głęboki sens moralny. I wiąże się z takim poczuciem zobowiązania, które człowiek egzekwuje od samego siebie, nawet jeśli inni nie naciskają i gotowi są „odpuścić”. To dosyć rygorystyczny wzorzec samokontroli i poczucia odpowiedzialności, włącznie z gotowością do samoukarania.

Dopełnieniem pozytywnego etycznego pojęcia honoru (gdzie chodzi o zachowania przynoszące chlubę, chwałę, ale w poczuciu spełnionego obowiązku, sprostania wymaganiom) jest jego kompensacyjna odmiana. W tym przypadku chodzi o zrekompensowanie poniesionej porażki (nie – zwycięstwa czy osiągnięcia) lub np. kompromitacji lub o zachowanie twarzy, godności w sytuacji bez dobrego wyjścia i brzemiennej w upokorzenie.

Na tej zasadzie używamy zwrotów „honorowa porażka” (nie daliśmy rady, ale nie przynieśliśmy wstydu sobie ani tym, których reprezentujemy), „honorowy gol” (bo wynik meczu „do zera” byłby wstydem i degradacją).

A do sytuacji, gdy popełniliśmy nieodwracalny i nienaprawialny błąd, naruszyliśmy jakieś zasady czy własne zobowiązania lub zostaliśmy uwikłani w poniżającą konieczność lub zależność, odnoszą się inne znane formuły: „wyjście honorowe” (choć bynajmniej nie satysfakcjonujące, korzystne i dające powód do dumy), „honorowa dymisja” czy „honorowa kapitulacja” (z zachowaniem pewnych atrybutów godności).

Ale też „honorem” bywa nazywany dowolny zaszczyt, wyróżnienie, wyniesienie ponad innych. Nawet takie, które wynika z czyjejś łaski, arbitralnej woli, protekcji lub z czystej kurtuazji, czy nawet z przypadku („padło na mnie”), a niekoniecznie jest współmierne do pewnych predyspozycji, osiągnięć czy zasług. W każdym razie wtedy raczej nie wnikamy w szlachetny i górnolotny lub przyziemny sens jakichś zdarzeń albo czynności symbolicznych i rytualnych; używamy zaś tego terminu do określenia pewnych form celebry.

W tym strywializowanym sensie jeszcze dziś – bywa – posługujemy się popularnymi archaizmami  w rodzaju:  „przypadł mi w udziale honor (czytaj: zaszczyt)” przewodniczenia, powitania, otwarcia itp. albo „pełnij honory gospodarza (domu, imprezy)”, albo też „oddawanie honorów” (w postaci salutu czy tzw. salwy honorowej), albo „wielki to honor (zaszczyt) dla mnie, znaleźć się w tak szacownym towarzystwie” . To ceremonialne pojęcie honoru (a raczej: „honorów”).

Jak widać, w takim kontekście przez godność niekoniecznie i niezupełnie rozumie się pewną budującą społecznie postawę. Postawę polegającą na szacunku do samego siebie, akcentowaniu własnej tożsamości, zachowaniu poczucia własnej wartości i racji w obliczu przemocy lub niesprawiedliwej krytyki, na odwadze bycia sobą wbrew rozmaitym naciskom i oczekiwaniom rodzącym pokusę konformizmu i sprzeniewierzenia się samemu sobie oraz wyznawanym wartościom. Godnością („honorem”) nazywane jest wtedy okazjonalne lub trwałe zajmowanie lukratywnego stanowiska – bądź wpływowego, bądź dekoracyjnego (w roli figuranta).

Honor utożsamiany jest tu ze splendorem. Honor (w tym sensie) nie tyle się ma i potwierdza szlachetnym postępowaniem, ile się go użycza innym (w charakterze blasku) przez uświetnianie czegoś i zaszczycanie kogoś swoją obecnością. Do tego ceremonialnego kontekstu odnoszą się popularne do dziś określenia – takie jak „komitet honorowy” (w obchodach jubileuszu, w kampanii wyborczej), ale i te wyrażające jednak głębszą i poważną treść – takie jak „doktor honoris causa”.

Po drodze wykształciło się jeszcze inne – porządkowe, czy też proceduralne – pojęcie pochodne od słowa honor – mianowicie określenie „honorowe”. W tym proceduralnym kontekście również nie chodzi o postawę moralną człowieka (zachowanie lub w ogóle postępowanie honorowe albo niehonorowe), lecz o warunki uczestnictwa w czymś lub realizacji jakiegoś zadania. Jeśli ktoś wykonuje jakąś pracę niezarobkowo, a nawet sam pokrywa koszty swej działalności i więcej wnosi swym działaniem niż otrzymuje w zamian w postaci wymiernej, to jego wysiłek, nawet poświęcenie w postaci kosztów własnych nie zrekompensowanych korzyściami zostają uczczone właśnie takim określeniem.

Tu kłania się wspomniany już „doktor honoris causa”. Ten tytuł przyznawany jest nie etatowym pracownikom czy beneficjentom funkcjonowania uczelni, lecz osobom z zewnątrz (artystom, uczonym, politykom, duchownym), którym dana społeczność akademicka chce wyrazić swe uznanie, ewentualnie symbolicznie wynagrodzić wieloletnią owocną współpracę. W tym drugim przypadku łatwo jednak o przekroczenie pewnej granicy – umiaru i dobrego smaku, jeśli ten tytuł nadawany jest po prostu za liczne zasługi i wręcz przysługi właśnie dla danego środowiska, nie zaś dla społeczeństwa, kultury, nauki w ogóle. Szumny tytuł pachnie wówczas nieomal kumoterstwem, splendor doznaje uszczerbku z powodu interesowności, czasem wręcz transakcyjnego charakteru wyróżnienia. Ale przyjmijmy, że dany doktorat honoris causa nie ma takiego dziwnego smaczku. Wtedy jego korelatem jest swoisty dylemat: kto tu komu czyni zaszczyt. Czy ten, kto nadaje temu, kto przyjmuje, czy może odwrotnie.

Bardziej dosłownym ucieleśnieniem takiego kontekstu zastosowania słowa „honorowy” jest konsul honorowy, czyli osoba niezarobkowo spełniająca funkcję konsula danego państwa w państwie swojego pobytu i obywatelstwa, pokrywająca z własnych zasobów wszystkie lub największe koszty tej działalności. Często jest to rodak osiadły od dawna poza ojczyzną względnie potomek emigrantów zachowujący więź i identyfikację z ojczyzną przodków. Co prawda, spotyka się tu sens formalny słowa (ochotnicze, niezarobkowe działanie na rzecz pewnej wspólnoty) z sensem ceremonialnym (sprawowanie funkcji konsula to wszak splendor), ale i moralnym. Konsul honorowy to osoba demonstrująca swoje zaangażowanie, odwzajemnione zaufaniem państwa, które powierza obsługę swoich obywateli osobie będącej przynajmniej formalnie, pod względem prawnym, obcokrajowcem. To zaś rodzi po stronie takiej osoby moralne zobowiązanie nazywane właśnie honorowym. Bo łatwiej byłoby znieść we własnym samopoczuciu ewentualne niepowodzenie w roli pracownika służby konsularnej, podwładnego niż w roli partnera-ochotnika.

Jeszcze inny przykład to praktykowany w wielu stowarzyszeniach, klubach i w partiach politycznych zwyczaj wybierania człowieka ustępującego z funkcji nie tylko formalnie, ale i realnie kierowniczej na stanowisko symboliczne (Honorowy Przewodniczący, Honorowy Prezes). Ktoś taki wprawdzie przekazuje władzę następcom (a nierzadko są to jego rywale i krytycy) i nie ma już formalnych uprawnień decyzyjnych ani też gwarancji realnego wpływu na decyzje sukcesorów już odeń niezależnych, ale często – zwłaszcza w roli „ojca-założyciela” zachowuje wpływ pośredni ze względu na swój autorytet, a nierzadko zyskuje także wpływ interwencyjny, choćby w roli arbitra w przypadku wewnętrznych konfliktów w strukturach i gremiach kierowniczych stowarzyszenia lub partii.

Osobliwą syntezą tego porządkowego (proceduralnego) oraz moralnie zobowiązującego pojęcia honoru i honorowości jest popularne określenie wynagrodzenia: honorarium. Nad jego sensem, tym bardziej nad genezą z reguły się nie zastanawiamy, rozumiejąc tylko intuicyjnie pewną oczywistość, że chodzi raczej o wynagrodzenie dla artysty, uczonego czy wyspecjalizowanego doradcy (architekta, prawnika, lekarza), a raczej śmiesznie kojarzyłoby się „honorarium” dla hydraulika, taksówkarza, kucharza (chyba, że chodzi o „artystę kuchni”, renomowanego mistrza sztuki kulinarnej).

Określenie honorarium (czyli: uhonorowanie, tyle, że w postaci finansowej, a nie symbolicznej) nie powstało przypadkiem. Wszak wypłata wynagrodzenia za wykonaną (a zamówioną czy zleconą) pracę, usługę jest… „zachowaniem honorowym” – w tym moralnym sensie słowa. Jest to dotrzymanie zobowiązania (w roli zleceniodawcy, klienta zamawiającego usługę lub zwierzchnika w stosunku pracy), gdy wykonawca jakiegoś zadania spełnił swoje zobowiązanie. Zakłada się przy tym, że ma to być wynagrodzenie „godziwe”, współmierne do wartości dzieła, pracy, poniesionych kosztów, włożonego wysiłku. Szyderczo brzmi słowo „honorarium”, gdy wysokość wynagrodzenia obraża godność osobistą lub zawodową i jest przejawem wyzysku. A także wtedy, gdy wynagradzane jest przywłaszczenie cudzej pracy (np. plagiatu).

Ten ceremonialny lub proceduralny sens słów honor, honorowy nie wymaga głębokich przemyśleń. Natomiast zasługuje natomiast na taką refleksję – w konwencji szukania dziury w całym – zarówno samo w sobie moralne (etyczne) pojęcie honoru i honorowości, jak i kwestia (nie)zgodności lub (nie)współmierności między honorem a honorowaniem. Do tych subtelności powrócimy w kolejnych mini-wykładach.

PROF. DR HAB. MIROSŁAW KARWAT
Uniwersytet Warszawski

W wydaniu nr 200, lipiec 2018, ISSN 2300-6692 również

  1. WIATR OD MORZA

    Walka o tron
  2. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Prawda o nich
  3. A PROPOS...

    ...Mundialowej atmosfery
  4. LEKTURY DECYDENTA

    Życie za śmierć
  5. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Spotkania i więzi
  6. GLOBALIZACJA

    Iran: kłopoty dla świata
  7. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Pamiętamy o nich
  8. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Honor i honorowy
  9. WIDZIANE Z COTSWOLDS

    Mapa obok godła
  10. LEKTURY DECYDENTA

    Kontrowersyjny gazociąg
  11. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Świat, Europa, Polska