Established 1999

ANGLIK IN POLAND

11 lutego 2021

Takie były początki

Wyjaśnię, skąd moje zainteresowanie brytyjskością. Ano, z powodu takiej przypadłości, która trapi mnie do dziś, jaką jest namiętność czytania. Zanim nauczyłem się składać litery w wyrazy i w zdania oraz rozumieć, co autor miał na myśli, prosiłem każdego domownika, żeby mi poczytał. To były moje pierwsze spotkania z „audiobookami”. Tak trwało do pójścia do pierwszej klasy szkoły podstawowej.

Tu ze wstydem muszę przyznać, że przestępując próg podstawówki nr 54 na warszawskim Grochowie (klasy ogrzewane były piecami kaflowymi), nie umiałem czytać. Nauczyłem się dopiero w szkole. Naonczas tylko kilkoro dzieci w mojej klasie posiadło tę sztukę. Nie było wtedy „zerówek”. Dzisiaj – nie do pomyślenia, albowiem wszyscy czytają zanim zaczną rozumieć, co czytają. Niektórym ta sztuka nie udaje się nigdy, co – ze społecznych względów – będzie groźne w przyszłości, a symptomy już widać i słychać.

Robin Hood

Pierwszą prawdziwą książką (nie liczę „Elementarza” z Alą i Asem), którą samodzielnie zacząłem sylabizować był „Robin Hood” Howarda Pyle`a. Do dziś pamiętam, że przez wiele nocy nie mogłem zasnąć mając przed oczami scenę umierania Robina. Kto czytał i pamięta?

Robin HoodBiedakowi zaordynowano upuszczanie krwi. Wycieńczony tym znachorskim sposobem podszedł do okna, z trudem naciągnął cięciwę łuku. Tam, dokąd dofrunęła strzała, został pochowany.

Wiele lat później, jadąc do hrabstwa York, zboczyłem nieco do Nottingham i do lasu Sherwood. Robina nie zastałem, ale odżyły wspomnienia z dzieciństwa.

Tak wyglądała okładka mojej pierwszej przeczytanej książki. Dzieło, niestety, gdzieś się zapodziało.

Sherlock Holmes

Nie pamiętam okoliczności, w których jeszcze w podstawówce wpadła mi w ręce książka Arthura Conan Doyle`a. Nie mogłem się od niej oderwać zaszokowany iście szatańskimi możliwościami dedukcyjnymi detektywa z Baker Street 221b. To znacznie więcej, niż dzisiejsza przereklamowana kreatywność. Wtedy wydawało mi się, ze przygody Holmesa są kwintesencją angielskości. W tamtych dniach umknęła mi informacja, że Sherlock aplikował sobie morfinę. Ale to nie ma znaczenia.

Przez lata przeczytałem wszystko, co o Holmesie i Watsonie napisał autor. Również po angielsku. Rok temu ponownie sięgnąłem po „Dzienniki i przygody”. Czytałem widząc niewiarygodność wielu zdarzeń i prostotę Watsonowych relacji, ale nie mogłem się oderwać od lektury. Dlaczego?

Kilkanaście lat temu zajechałem pod wskazany adres, ale ani gospodarza, ani pani Hudson nie było w domu. Otworzył mi odźwierny i zaprosił do salonu na piętrze. Usiadłem w fotelu Sherlocka, założyłem jego sławny deerstalker i wziąłem do ręki meerschaum pipe. Wróciły obrazy Londynu z końca XIX wieku… Zobaczcie kilka zdjęć oraz tabliczka z nazwą ulicy, kupiona w sklepie z pamiątkami.

Klika dni po wizycie u Sherlocka zaszedłem do sklepu z nakryciami głowy przy Oxford Street i kupiłem sobie słynną holmesówkę.

Hercules Poirot i panna Jane Marple

Christie 250

Agathę Christie odkryłem dopiero w wieku dorosłym. Z bogatego jej pisarstwa przeczytałem tylko kilka powieści. Mam zamiar nadrobić zaległości i doczytać wszystko. Przygody Poirota zawsze kojarzą mi się z imperialną potęgą Wielkiej Brytanii. Szczególnie poprzez „Śmierć na Nilu” i „Morderstwo w Orient Expressie”. Nie jest to może racjonalne uzasadnienie, ale tak odbieram prozę pani Christie i tak w mojej głowie pozostanie. I drugie skojarzenie: dżentelmeńskość zachowań i dialogów włożonych w usta detektywa z Belgii i innych bohaterów. Lubię inteligencję i kurtuazję – w słowach i w czynach.

James Bond

Z komandorem zetknąłem się dopiero, o ile się nie mylę, za demokracji, czyli po 1989 roku. Głowy nie dam, ale za komuny Bondy były u nas zakazane. Pokazywanie walki imperializmu z internacjonalizmem sowieckim mogłoby w socjalistycznych umysłach doprowadzić do zamętu i zasiać niewiarę w najsprawiedliwszy ustrój, chwalić Boga – raz na zawsze obalony.

Do Bonda przyczepił się Święty. Ale to ten sam Roger Moore

Do Bonda przyczepił się Święty. Ale to ten sam Roger Moore

Najpierw za najlepszego, najbardziej angielskiego Bonda uważałem Rogera Moore`a, a później Seana Connery`ego. Chociaż w chronologii to najpierw bondował Szkot. Dopiero w Bondzie widać imperialność interesów brytyjskich, choć często z przymrużeniem oka, jako że po imperium nie ma śladu ani też po Unii Europejskiej. I ten sarkazm, samokrytycyzm, brak niepotrzebnej martyrologii, umiejętność żartowania z siebie samych również lubię i doceniam u Anglików.

Snobizm

Tak, choć snob – jak podkreśla profesor Henryk Domański, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (miesięcznik „Decydent”, nr 73, październik 2008 r.) – to osoba, która swoim zachowaniem podkreśla własną wartość we własnych oczach i w oczach innych. Snobizm to w pewnym sensie udawanie, wchodzenie w rolę, której na co dzień nie odgrywamy, aby pokazać, że jesteśmy lepsi.

Snoby 350W tym samym numerze „Decydenta” profesor Mirosław Karwat z Uniwersytetu Warszawskiego precyzuje definicję snoba. „Snob to człowiek bezkrytycznie podziwiający i naśladujący, w formie nierzadko służalczej, ludzi, których uważa za wyższych (lepszych) od siebie, albo usiłujący – nachalnie, natrętnie – dostać się do ich towarzystwa i spoufalić z nimi”.

Zgadzając się z powyższymi argumentami dodam, że snobowanie wyłącznie „pod publiczkę” zasługuje na napiętnowanie. Natomiast, jeśli snobizm wynika z mojego autentycznego zainteresowania np. dobrą literaturą, sztuką, czy dbaniem o poprawne wysławianie się w języku polskim, to takim snobem jestem i takie snobowanie u innych popieram, a także będę je propagował, pokazując angielskie przykłady warte naśladowania nad Wisłą.

I to by było na tyle (jak mawiał nieodżałowanej pamięci profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski) tytułem wstępu o Anglikach w europejskiej Polsce. Temat obszerny. Zapraszam wszystkich, którzy mają swoje obserwacje angielskich zachowań w Polsce i nie tylko.

cdn 1 marca br.

 Decydent Europejski

Decydent.Europejski@decydent.eu

W wydaniu nr 231, luty 2021, ISSN 2300-6692 również

  1. WIERSZOWNIA DECYDENTA

    Polityka i narty
  2. ALBA LACH HERITAGE

    Jak Polak ze Szkotem...
  3. KRYMINAŁ DECYDENTA

    Samobójczy happy end
  4. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    USA obawiają się Chin
  5. POWIEŚĆ DECYDENTA

    Bohaterowie "po przejściach"
  6. HISTORIA DECYDENTA

    Szkoła
  7. POLITYKA DECYDENTA

    To nie tylko fabryka świata
  8. WIATR OD MORZA

    Atestacja stanowisk
  9. OPOWIADANIE

    Nosorożec
  10. SZKOŁA DECYDENTA

    "Znów za rok matura..."
  11. ANGLIK IN POLAND

    Takie były początki
  12. KSIĘGARNIA DECYDENTA

    Same bestsellery...
  13. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    GROM i jego ludzie
  14. POLITYKA DECYDENTA

    Czy to była Targowica?
  15. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Potrzeba dystansu
  16. LEKTURY DECYDENTA

    O Polakach i o Niemcach
  17. OPOWIADANIE

    Pies
  18. KRYMINAŁ DECYDENTA

    Trudno się oderwać
  19. WIATR OD MORZA

    Ach, ten luty
  20. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Nokaut przez trawers
  21. HISTORIA DECYDENTA

    Niechętni krucjatom