Established 1999

A PROPOS...

21 stycznia 2021

...inauguracji Joe Bidena

I stało się! Jest! Jest 46. prezydent Stanów Zjednoczonych. Obawy były wielkie, szczególnie po tym, co wydarzyło się w pamiętną środę, 6 stycznia, w dniu, w którym połączone izby Kongresu miały przyjąć do wiadomości werdykt Kolegium Elektorów o wygranej Joe Bidena, kandydata Partii Demokratycznej w listopadowych wyborach prezydenckich – pisze Marek J. Zalewski.

Marek J. Zalewski - publicysta, komentator spraw najważniejszych

Tamte wydarzenia mogły uchodzić za początek kolejnego sezonu serialu „Designated Survivor” i powrotu do wydarzeń z pierwszego odcinka, który zaczyna się od… wysadzenia Kapitolu podczas uroczystości, w której biorą udział wszyscy członkowie wszystkich trzech władz. I oni wszyscy giną w tym zamachu… Dalej nie będę streszczał. W każdym razie polecam ten serial, pokazujący mechanizm ustrojowy Stanów i trudną sztukę budowania polityki. Pozwalam sobie radzić, aby, oglądając, nie skupiać się na tym, co na obrazie, ale na tym, jakie treści się za tym kryją. Naprawdę warto…

Ale wróćmy do Waszyngtonu ze środy, 20 stycznia 2021 roku…

Czy coś tę inaugurację odróżniało od podobnych kilkudziesięciu, które przeszły do historii? Na pewno jedno – okoliczności, w których się odbywała. Złożyły się na to po pierwsze wydarzenia, o których już wspomniałem, a po drugie pandemia koronawirusa od roku szalejącego na całym świecie, a szczególnie mocno godzącego w Amerykanów. Poza tym – co zapewne zaskoczy wielu – różnic nie widzę.

Inauguracja Joe Bidena i Kamali Harris była wydarzeniem tak samo podniosłym jak nudnym, a nawet nużącym. Prawda, że Kamala Harris była zaprzysięgana na wiceprezydenta USA jako pierwsza kobieta w historii, ale przecież w 2008 r. Sarah Palin, ówczesna gubernator Alaski, była oficjalną kandydatką i to z ramienia Partii Republikańskiej na urząd wiceprezydenta u boku Johna McCaina. Może ktoś powiedzieć, no, dobrze, ale pani Harris nie dość, że jest pierwsza kobietą piastującą ten urząd, to jest ciemnoskóra i pochodzi z rodziny imigranckiej. OK, że sięgnę do „amerykańskiego”, ale wg mnie większym „newsem” była wygrana czarnoskórego Baracka Obamy przed 12 laty. Kamala Harris była dość naturalnym wyborem demokratów w kontekście wydarzeń ostatniej dekady i po starcie Hilary Clinton w wyborach prezydenckich 2016 roku. To tyle, co do okrzyczanych nowości.

W komentarzach poinauguracyjnych usłyszeliśmy wiele achów i ochów o przemówieniu Joe Bidena. Racja. Było ono dobre, a nawet bardzo dobre. Ale, wszak, wygłaszał je najbardziej doświadczony polityk z całej plejady poprzedników, którzy kiedykolwiek w tej roli stawali na stopniach Kapitolu.

Od z górą pół wieku Joe Biden przekonuje do siebie Amerykanów i choć od pół wieku należy do amerykańskiego establishmentu nigdy nie stracił kontaktu ze „zwykłym człowiekiem”, choćby dlatego, że niezmiennie pociągiem codziennie jeździł z domu do pracy w Waszyngtonie, choćby dlatego, że życie doświadczyło go boleśnie, a nawet bardzo boleśnie i to kilkukrotnie, choćby dlatego, że przez te pół wieku czynnej aktywności w polityce „nauczył się” Ameryki i Amerykanów.

A poza tym, czy inauguracyjne przemówienie nowego prezydenta może być inne, niż odwołujące się do amerykańskich wartości, amerykańskiej tradycji, amerykańskiej siły i wiary w nią? Czy może nie zawierać zapewnienia, że „jestem prezydentem was wszystkich, „my fellow Americans”, że „nasze wartości zwyciężą, jak zawsze zwyciężały”, że „razem pokonamy trudności, jak zawsze pokonywaliśmy”, że „budujemy nasza wspólną Amerykę”, że „przywrócimy..”, że „będziemy…”, że… W cudzysłowach to nie dosłowne cytaty z przemówienia  – bardzo udanego, że powtórzę – Joe Bidena, ale to te deklaracje i zapewnienia oraz apele, które znajdziemy w każdym inauguracyjnym przemówieniu wygłaszanym w tym miejscu od dziesiątków lat. Ale to nie zarzut. To tylko próba ochłodzenia tych ochów i achów, które wylały się falą tsunami, szczególnie wśród komentujących to przemówienie w naszych, tych „normalnych” mediach.

To, że Stany pod wodzą Joe Bidena zjadą na wygodną i prosta drogę z wybojów, wstrząsających nimi i światem, po których przez ostatnie cztery lata prowadził je Donald Trump, 46. prezydent USA pokazał już w dniu inauguracji, gdy po zakończonej uroczystości znalazł się w Białym Domu. Tego dnia podjął kilka jakże znaczących decyzji:

– powrót Stanów do Paryskiego Porozumienia Klimatycznego,

– wstrzymanie prac nad budową ropociągu z Kanady do Stanów,

– wstrzymanie prac nad rozbudową muru na granicy z Meksykiem,

– zniesienie zakazu służby wojskowej dla osób transpłciowych,

– zapowiedź powrotu Stanów do WHO.

To oznacza wyrównanie kursu. Kursu na normalność i stwarza możliwość przewidywania tego, co będzie się działo w amerykańskiej polityce. A na pewno należy spodziewać  się zmian w stosunku do Unii Europejskiej. Zapewne ucichnie zgrzytanie zębami między Waszyngtonem a Brukselą. Myślę, że bliski jest też powrót do wznowienia rozmów z Iranem w sprawie odgrzebania porozumienia dotyczącego irańskich prac nad bronią nuklearną.

Co do stanowiska Waszyngtonu w kwestiach militarnych, to wg mnie nie należy spodziewać się istotnych zmian. Stany nadal będą utrzymywały, że Europa musi więcej łożyć na swą obronność, że dwa procent z budżetu każdego z państw NATO, to minimum którego ta sfera wymaga. Z kolei Chiny nadal będą bardzo ważnym elementem polityki Departamentu Stanu.

A co z Polską? Nic, że tak powiem. Nic się nie zmieni, jeżeli Warszawa nie zrozumie, na czym polega prowadzenie polityki międzynarodowej i gdzie leżą oraz od czego zależą nasze, polskie, interesy. Polska sama postawiła się w roli przedmiotu w amerykańskiej polityce, bez dania racji wierząc jednocześnie w podmiotowość wmawianą jej przedstawicielom przy okazji, zresztą najczęściej przez Polskę wyproszonej. To, że dotychczasowe poczynania PiS-dyplomacji, pełne umizgów i kompromitacji oraz całych kontenerów dolarów, które trafiają i będą trafiać za Atlantyk w wyniku zawartych i wielokrotnie przepłaconych kontraktów, dostała mocno prosto w nos nikt jeszcze ani w Alei Szucha, ani na Krakowskim Przedmieściu, ani w Alejach Ujazdowskich, ani w PiS-mediach jeszcze się nie zorientował, albo nie chce się do tego przyznać, to nie dziwota.

Zdziwienie przyjdzie z czasem i to już wkrótce, chyba że… Chyba że rola wasala, ciągle pokornie stojącego przy biurku nadal będzie nad Wisłą traktowana jako osiągnięcie co się zowie… Oby NIE!

MAREK J. ZALEWSKI

W wydaniu nr 230, styczeń 2021, ISSN 2300-6692 również

  1. DECYDENT POLIGLOTA

    Bardzo pomocne ćwiczenia
  2. DECYDENT GLOBTROTER

    Wzorcowy przewodnik
  3. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Wraca nowe
  4. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Zapiski kłusownika
  5. RELIGIA DECYDENTA

    Unikalny album
  6. A PROPOS...

    ...inauguracji Joe Bidena
  7. POWIEŚĆ DECYDENTA

    Uchodźcy z Prus Wschodnich
  8. WIERSZOWNIA DECYDENTA

    O Jadzi i nie tylko
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Szukamy dalej...
  10. THRILLER DECYDENTA

    Trzy wątki
  11. WIATR OD MORZA

    Słupki
  12. LEKTURY DECYDENTA

    Ostrzeżenie
  13. HISTORIA DECYDENTA

    Wierny uczeń Marszałka
  14. DECYDENT POLIGLOTA

    Po włosku jak Włosi
  15. SZTUKA DECYDENTA

    Utrwalanie małej ojczyzny
  16. PO SĄSIEDZKU

    Uwagi zza płota
  17. OPOWIADANIE DECYDENTA

    Arek
  18. HISTORIA DECYDENTA

    Analiza krucjat
  19. WIATR OD MORZA

    Ciemno wszedzie, głucho wszędzie
  20. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Dystans
  21. EWOLUCJA MORALNOŚCI

    Nowa religia i liniowe postrzeganie czasu