Established 1999

ISLAM A SPRAWA POLSKA

1 listopada 2017

Dziś Chrystus ma twarz uchodźcy

Szczególnie obrzydliwa jest nasza ksenofobia. Przez wieki byliśmy narodem otwartym, a potem częstokroć doświadczaliśmy pomocy innych narodów. Dzisiaj politycy fałszują prawdę, używają dziecinnych wykrętów, żeby uchylić się od przyjęcia śladowej ilości ludzi uciekających przed cierpieniem i śmiercią – pisze Wiesław Krzywicki.

multiculticlub.com

Istnieje pogląd, że różnice kulturowe są przyczyną różnic w rozwoju między społeczeństwami. Przekonująco wyjaśniał to David Landes w głośnej w swoim czasie książce „Bogactwo i nędza narodów. Dlaczego jedni są tak bogaci, a inni tak ubodzy” (polskie tłumaczenie – Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2000).

Niedawno (2013-2106) nakładem Krytyki Politycznej ukazały się trzy książki Ha-Joon Changa, ekonomisty, docenta na Wydziale Ekonomi Uniwersytetu Cambridge. Są to „23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie” (2013), „EKONOMIA. Instrukcja obsługi” (2015) oraz „ŹLI SAMARYTANIE. Mit wolnego handlu i tajna historia kapitalizmu” (2016).

Pod wpływem tych lektur musiałem odmienić wiele swoich opinii i przekonań, a wśród nich o „obiektywnych czynnikach” warunkujących bogactwo lub ubóstwo narodów.

Wszystkie te książki napisane są prosto i zrozumiale, bez typowego dla ekonomistów żargonu. Autor piętnuje w nich hipokryzję orędowników wolnego handlu, niewidzialnej ręki rynku i wycofania państwa z gospodarki, wypominając im, że dzisiejsi liderzy światowej gospodarki, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, sami zamykali dostęp do swych rynków, chronili swój raczkujący przemysł przed konkurencją, wspomagali prywatny biznes za publiczne pieniądze, a wolny handel wymuszali na słabszych przemocą.

W czasie toczącej się debaty o kierunkach rozwoju Polski warto przeczytać książki Changa, aby fałszywa historia kapitalizmu nie stała się matką nędznej gospodarki.

Jednym z mitów, z którymi rozprawia się Ha-Joon Chang, jest właśnie wpływ historii, tradycji, kultury na możliwości rozwojowe narodu. Przytacza on słowa pewnego konsultanta do spraw zarządzania z rozwiniętego kraju, który po wizycie w wielu fabrykach pewnego rozwijającego się kraju powiedział państwowym urzędnikom:

Jeśli chodzi o waszą tanią siłę robocza, to szybko straciłem złudzenia, gdy zobaczyłem, jak ludzie pracują. Bez wątpienia są słabo opłacani, ale i to, co z siebie dają, jest tak samo słabe. Widząc waszych ludzi przy pracy poczułem, że jesteście bardzo zadowoloną i żyjącą na luzie rasą, dla której nie liczy się czas. Gdy rozmawiałem z niektórymi menedżerami, powiedzieli mi, że nie dało się zmienić nawyków związanych z dziedzictwem narodowym”.

To zrozumiałe, że konsultant martwił się brakiem właściwej etyki pracy w kraju, który wizytował. Tak naprawdę i tak był dość uprzejmy. Mógł powiedzieć wprost, że są po prostu leniwi. Nic więc dziwnego, że kraj był biedny… Menedżerowie z tego kraju zgodzili się z konsultantem, ale byli na tyle mądrzy, by zrozumieć, że nie jest łatwo – jeśli w ogóle jest to możliwe – zmienić „nawyki związane z narodowym dziedzictwem” czy kulturą. Jak stwierdził XIX-wieczny niemiecki ekonomista Max Weber, w swoim głównym dziele „Etyka protestancka i duch kapitalizmu”, istnieją pewne kultury, jak protestantyzm, które po prostu lepiej pasują do rozwoju gospodarczego niż inne.

Krajem, o którym mowa, była… Japonia w roku 1915. Nie wydaje się, by ktoś mógł dzisiaj nazwać Japończyków leniwymi. Ale właśnie tak większość ludzi Zachodu widziało sto lat temu Japonię.

I kolejny cytat z Changa:

Po podróży po Azji w latach 1911-12 Beatrice Webb (brytyjska socjalistka i ekonomistka, żona laburzystowskiego polityka i ministra), opisywała Japończyków jako obdarzonych „wątpliwym pojmowaniem wypoczynku i całkiem nieznośną osobistą niezależnością”. Powiedziała, że w Japonii „…rzuca się w oczy, iż brak tam chęci, by ludzi uczyć myślenia”. Jeszcze bardziej zjadliwie wypowiedziała się o moich przodkach. Opisała Koreańczyków jako „12 milionów brudnych, poniżonych, posępnych, leniwych, pozbawionych wszelkiej religii dzikusów, którzy snują się w brudnych białych ubraniach, wyjątkowo nieudolnie skrojonych, którzy żyją w plugawych lepiankach”.

I jeszcze jeden cytat:

Pewnego razu czołowy producent z pewnego kraju rozwijającego się wysłał swe samochody osobowe do USA. Dotychczas firma ta produkowała tandetę – nie najlepsze kopie jakościowe wyrobów wytwarzanych w bogatych krajach… Niestety, ich produkt rozczarował. Większość klientów uznała, że samochód wygląda beznadziejnie… Auto trzeba było z amerykańskiego rynku wycofać… To było w 1958 roku, a ten kraj to oczywiście Japonia. Firmą, o której mowa, była Toyta.”

         Miesiąc temu przeczytałem notatkę prasową, iż w br. Lexus (Toyota) był najlepiej sprzedającym się importowanym samochodem w segmencie premium i wyprzedził Mercedesa, BMW i Audi.

Lexus LC500h

Lexus LC500h

To Japonia. Podobne przykłady innych państw azjatyckich można mnożyć. Nie chodzi mi jednak tylko o zachodnie przesądy wobec ludów ze Wschodu. Brytyjczycy mówili kiedyś podobne rzeczy o Niemcach. Zanim rozwinęli się gospodarczo w połowie XIX wieku, Niemcy byli określani przez Brytyjczyków jako ludzie „tępi i ciężcy”, „lenistwo” często było słowem kojarzonym z „niemiecką naturą”. Starczy.

A jak nas widzą inne narody?

Wolter pisał: „Jeden Polak to istny czar, dwóch Polaków – to awantura, trzech Polaków – och, to już jest polski problem”. Bismarck: „Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą”. A przysłowie słowackie: „Gdy się dwaj Polacy zejdą, to w trzy strony się rozejdą”. Aktualne?

Na szczęście poprawiły się opinie o polskiej gospodarności i chyba już wychodzi z użycia pejoratywne określenie „Polnische wirtschaft”. Ale nadal nie pozbyliśmy się wielu wad, a niektóre z nich nawet się nasiliły. W okresie schyłkowym I Rzeczpospolitej szlachcic polski stał się ksenofobem, egoistą, awanturnikiem, nacjonalistą, megalomanem, religijnym fundamentalistą o ciasnych horyzontach umysłowych. Słuchając wypowiedzi wielu naszych polityków, czytając wypowiedzi internautów odnoszę wrażenie, że czas cofnął sie o trzy stulecia. Jedyna różnica jest taka, że nie nosimy już żupanów i kontuszy, a przy boku szabli.

Szczególnie obrzydliwa jest nasza ksenofobia. Przez wieki byliśmy narodem otwartym, a potem częstokroć doświadczaliśmy pomocy innych narodów. Dzisiaj politycy fałszują prawdę, używają dziecinnych wykrętów, żeby uchylić się od przyjęcia śladowej ilości ludzi uciekających przed cierpieniem i śmiercią. Szerzy się nienawiść do ludzi innej narodowości, o innym kolorze skóry czy innego wyznania. Publicznie głoszone jest hasło „Polska dla Polaków”. Może nie za długo usłyszymy hasło o polskiej czystej rasie.

Broniąc się przed przyjęciem jakichkolwiek liczby imigrantów z krajów arabskich wysuwamy jako główny argument ich obcość kulturową i zagrożenia stąd wynikające dla naszego społeczeństwa. Główne zło widzimy i ich religii – islamie.

Może warto więc przytoczyć garść informacji, które nieco zmienią nasze zapatrywania w tej kwestii.

Twórcą islamu był w VII wieku Mahomet. Po jego śmierci nastąpił rozłam i powstały dwa podstawowe nurty islamu: szyityzm i sunnizm. Następcami Mahometa byli kalifowie.  W 637 roku Jerozolima dostała się we władanie kalifatu i pozostała jego mocy aż do wypraw krzyżowych. Kultura muzułmańska i arabska rozprzestrzeniła się na całą Afrykę Północną, wyspy basenu Morza Śródziemnego, Hiszpanię i dawne posiadłości perskie.

Trwałość państwa kalifów powodowała tolerancja religijna islamu. Arabowie nie narzucali swojego wyznania podporządkowanym ludom, a jedynie domagali się uznania supremacji ich władców. Dzięki temu w świecie arabskim mogły kwitnąć także kultury chrześcijańskie i żydowskie, tworzące silne ośrodki głównie w Afryce Północnej. Arabowie byli chłonni na obce kultury, przede wszystkim bizantyjską, perską i indyjską, z którą utrzymywano żywe kontakty. Dynamiczna i de facto wielokulturowa kultura średniowiecznego islamu przyczyniła sie do przechowania dorobku starożytności poprzez tłumaczenia.

W 1493 roku pod naporem Turków upadło Cesarstwo Bizantyjskie, kultura islamska uległa wpływom Turków Osmańskich, a dawne kalifaty w rejonie Morza Śródziemnego zostały im podporządkowane. Imperium Osmańskie, do upadku w XX wieku, uważało się za prawowitego spadkobiercę Cesarstwa Bizantyjskiego.

Bizancjum i kultura arabska średniowiecza były najważniejszymi ośrodkami kultury w Europie. Przyczyniły się do przechowania i opracowania kultury starożytnej, ponownie odkrytej na Zachodzie w dobie Renesansu.

Przesłanie Mahometa początkowo głoszone było wśród ludów arabskich, z czasem rozprzestrzeniło się na całym świecie. Obecnie Arabowie stanowią około 20-25% wyznawców islamu. Większość wyznawców islamu zaś żyje w krajach Azji, najliczniej w Indonezji, Indiach, Pakistanie i Bangladeszu.

W 2010 r. rozpowszechnienie największych religii na świecie było następujące:

– chrześcijaństwo (katolicyzm, prawosławie, protestantyzm, Kościół anglikański) –   33,43%

– Islam         –        24,35%

– Hinduizm     –        13,78%

– Buddyzm    –        7,13%

A oto kraje muzułmańskie tj. te, w których dominują wyznawcy islamu (podkreślone kraje arabskie):

– w Europie: Albania, Bośnia i Hercegowina,

w Afryce: Algieria, Czad, Dżibuti, Egipt, Libia, Mali, Maroko, Mauretania, Niger, Senegal, Somalia, Sudan, Tunezja,

w Azji: Afganistan, Arabia Saudyjska, Azerbejdżan, Bahrajn, Bangladesz, Brunei, Indonezja, Irak,  Iran, Jemen, Katar, Kazachstan, Kirgistan, Kuwejt, Liban, Malezja, Oman, Pakistan, Syria, Tadżykistan, Turcja, Turkmenistan, Uzbekistan, Zjednoczone Emiraty Arabskie

Są też kraje arabskie, w których nie dominują wyznawcy islamu: Jordania, Komory, Libia, Palestyna (Zachodni Brzeg Jordanu).

Sunnici, szyici (którzy są nieoszacowani z powodu nieuwzględnienia ich w oficjalnych statystykach np. w Turcji i Arabii Saudyjskiej) i charydżyci

Sunnici (kolor zielony), szyici (kolor fioletowy, którzy są nieoszacowani z powodu nieuwzględnienia ich w oficjalnych statystykach np. w Turcji i Arabii Saudyjskiej) i charydżyci

Wiele z państw muzułmańskich to nowoczesne, wysoce rozwinięte, demokratyczne państwa, bez religijnych fundamentalizmów i terrorystów.

Obecnie islam dzieli się na trzy główne odłamy: sunnicki (85-90%), szyicki (10-15%) i chardżycki (<1%). Te główne odłamy dzielą się jeszcze na różniące się znacznie nurty. Jednym z nich jest wahabizm powstały w XVIII w., określany jako „ultrakonserwatywny”, „surowy” czy „fundamentalistyczny”. Uważa się, że nauki i pisma uczonych wahabickich są główną siłą odpowiedzialną za powstanie wielu radykalnych sunnickich organizacji terrorystycznych m.in. Al-Kaidy, Boko Haram czy Państwo Islamskie.

Jedynymi krajami muzułmańskimi, w których wahabizm oficjalnie uznawany jest za religię państwową są Katar i Arabia Saudyjska. Wyznawcami wahabizmu jest 23% Saudyjczyków, 47% Katarczyków, 45% mieszkańców Zjednoczonych Emiratów Arabskich, 6% Bahrajnczyków i 2,2% Kuwejtczyków. W Polsce przedstawicielem ruchu wahabickiego jest Ośrodek Kultury Muzułmańskiej w Warszawie.

Także wahabici dzielą się na różne grupy, sekty i frakcje, ale generalnie to z nich wywodzą się terroryści. Jak widać z tego pobieżnego przeglądu, to nie islam jest źródłem terroryzmu, a jedynie jego drobny odłam. W Polsce też katolik katolikowi nie równy. Są fundamentaliści, i otwarci na wartości cywilizacyjne hierarchowie, księżą i intelektualiści. Ze względu na wyznawaną religię znaku równości nie można stawiać. A taki znak równości stawiamy miedzy wszystkimi muzułmanami uznając ich co najmniej za fundamentalistów, jeśli nie terrorystów.

Islam ma różne oblicza

Islam ma różne oblicza

I jeszcze jedno. Terroryzm to odpowiedź słabych na wyzysk i agresję zachodnich mocarstw. W XX wieku prawie nie słyszeliśmy o islamskim terroryzmie w Europie i Ameryce. Jedynie buntowali się Palestyńczycy, ale nikt ich nie oskarżał o fundamentalizm religijny. Prawdziwy terroryzm zaczął od agresji na Jugosławię, a potem był Irak, Afganistan, Libia, Syria, a także ingerencje w krajach afrykańskich. Na ogół tak się składało, że zaatakowane państwa coś posiadały wartego zawłaszczenia, a rzekomo nie dostawało im demokracji (zachodniej). Przy tym też tak się składało, że większość broni używanej przez terrorystów pochodzi z państw zachodnich (USA, Anglia, Francja), a wielu terrorystów było wcześniej na usługach zachodnich służb specjalnych.

I jeszcze jedna osobista refleksja. W połowie 1990 roku byłem służbowo dwa tygodnie w islamskim kraju – Malezji. Leciałem z wiedzą pochodzącą od mojego ulubionego pisarza Josepha Conrada Korzeniowskiego oraz z serialu „Tanamera”. Wydawało mi się, że to zacofany, rolniczy kraj, a największą jego atrakcją jest dżungla. Moja wiedza okazała się całkowicie fałszywa. Już wtedy Malezja była demokratycznym, nowoczesnym i bardzo uprzemysłowionym państwem. Do odzyskania niepodległości w 1957 roku, ludność malezyjska zajmowała się głównie rolnictwem, ponieważ Anglicy nie włączali jej w swoją działalność, lecz sprowadzali Chińczyków, Hindusów do prac w administracji, przy budowach i innych przedsięwzięciach.

Petronas Towers w Kuala Lumpur

Petronas Towers w Kuala Lumpur

Dzisiaj udział w PKB Malezji mają: rolnictwo – 11,4%, przemysł (elektrotechniczny i elektroniczny) – 40,2% i usługi – 48,3%.

Malezja jest krajem wielonarodowościowym: 61% stanowią Malajowie, 25% Chińczycy, 7% Hindusi i 7% mniejsze narodowości autochtoniczne.

60% wyznaje islam, 19% buddyzm, 9% chrześcijaństwo tradycyjne wierzenia chińskie 3%. Jest to więc bardzo pluralistyczne społeczeństwo, któremu obca jest ksenofobia, mimo trudnej historii, dużych grup innych narodowości oraz dużego napływu imigrantów z Chin i Indonezji.

W szkołach i na uniwersytetach młodzież z różnych środowisk religijno-etnicznych od lat uczy się razem i razem spędza czas wolny, a odmienność nie stanowi bariery dla przyjaźni. A przecież na fladze Malezji widniej półksiężyc, a konstytucja określa islam jako oficjalną religię tego państwa. Dodam jeszcze, że także w Singapurze, który był przez pewien czas częścią Malezji, islam jest religią państwową.

Jak obraz tego państwa islamskiego ma się do głoszonych w Polsce opinii, iż terroryzm jest nieodłącznie związany z islamem, że muzułmanie są leniwi i nie chcą pracować, że są brudasami i nosicielami różnych pasożytów i chorób, że gdy zamieszkają wśród nas, będą gwałcić i kraść i nigdy się nie zasymilują.

Oni nam zagrażają?

Oni nam zagrażają?

Musielibyśmy zmienić całkowicie nasza kulturę, radykalnie obniżyć poziom bezpieczeństwa w naszym kraju, bynajmniej nie chodzi tylko o terroryzm, bo tych zagrożeń jest oczywiście więcej, co oznacza swojego rodzaju katastrofy społeczne – tak prezes PIS uzasadnia stanowisko polskiego rządu wobec uchodźców.

Za tytuł dla tych moich smutnych refleksji użyłem słów ks. biskupa Krzysztofa Zadarko.

WIESŁAW KRZYWICKI

W wydaniu nr 192, listopad 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. ARTYSTYCZNE PEREGRYNACJE

    Z Wenecji do Bogoty
  2. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Ostatnia powieść Borszewicza
  3. WSPÓLNE CZYTANIE

    Szyfr międzypokoleniowy
  4. ŚWIATOWY DZIEŃ CUKRZYCY

    Czy choroba ma płeć?
  5. E-COMMERCE

    Bezpieczeństwo wirtualnych portfeli
  6. DECYDENT POLIGLOTA

    Język w obrazkach
  7. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Dzień Niepodległości
  8. LEKTURY DECYDENTA

    Chiny: ciemna strona rozwoju
  9. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Pasje Polańskiego
  10. LEKTURY DECYDENTA

    Żelazna Dama Ameryki
  11. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Kiełbie we łbie
  12. WIATR OD MORZA

    Elbląska restauracja czyli degrengolada
  13. ISLAM A SPRAWA POLSKA

    Dziś Chrystus ma twarz uchodźcy
  14. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    Polska: demony przeszłości