Established 1999

NIE TYLKO BAJKI

2 września 2017

Dwa społeczne dzięcioły: Mandeville i Marks

Kiedy w nowożytności wykluwał się kapitalizm, zjawili się jego apologeci. Jedni z nich mieli go za ustrój zgodny z rozumem, odpowiadający ludzkiej naturze, a przy tym lepszy od feudalizmu, bo dobry i sprawiedliwy. Nauczali, że wszystko stoi w nim na pracy, przedsiębiorczości, skromności, oszczędności, pobożności etc. I oni dominowali. Byli wszakże i inni. Bardziej bystrzy i wnikliwi. Głosili oni wprawdzie chwałę i konieczność kapitalizmu, ale nie z powodów pozornej moralnej przewagi nad poprzednim ustrojem, lecz korzyści, jakie przynosi całemu społeczeństwu – pisze profesor Jan Kurowicki.

Profesor Jan Kurowicki

Sądzili także, że wszelkie dobro tego ustroju jest sposobem przejawiania się zła. I ci wprawdzie stanowili mniejszość, aliści pokazywali, jak w tym ustroju jest i być musi.

Przykład Bernarda Mandevillea

Oto był sobie w XVIII w. B. Mandeville, autor „Bajki o pszczołach” – ekonomista i filozof angielski. Należał on właśnie do apologetów drugiego rodzaju. Miał jednak za życia (i ma po dziś) zasłużenie złą sławę wśród prawie wszystkich moralistów i moralizatorów.

Głosił bowiem, z dziecięcą szczerością i zachwytem, że „to, co nazywamy na tym świecie złem, zarówno naturalnym, jak moralnym, jest ową wielką przyczyną, która czyni z nas istoty towarzyskie (tzn. społeczne – J.K.); trwałą podstawą, czynnikiem ożywiającym i podporą wszystkich bez wyjątku gałęzi handlu i wytwórczości oraz wszystkich rodzajów zatrudnienia. W nim to należy upatrywać prawdziwe źródło wszystkich sztuk i nauk; z chwilą, gdy zło przestaje istnieć, społeczeństwo niszczeje albo nawet całkowicie się rozpada”.

Powiada więc – dla przykładu – że za rzecz złą uważamy rozbój. Za grzech uznaje go kaznodzieja; za przestępstwo prawnik itd. Ale rozbój jest zjawiskiem ekonomicznie i społecznie pożytecznym. Wszak dokonująca go banda idzie z zagrabionym mieniem np. do karczmy. Tam część pieniędzy przepija, z części oskubują ją dziewczyny lekkich obyczajów. Obsługuje je zaś poczciwy karczmarz, który być może ma syna, kształcącego się na sędziego. Te dziewczyny natomiast, aby wpaść bandziorom w oko, muszą ubierać się u dobrych i znających modę krawcowych. Mieć kosmetyki, perfumy, jeść wykwintnie, jeździć karetami itp., itd.

Zagrabione więc bogactwa nie tylko służą rabusiom, którzy zaspokajają za nie swe alkoholowe i seksualne fanaberie, ale równocześnie uruchamiają i motywują powszechną działalność produkcyjną. Dają zatrudnienie przedstawicielom mnogich profesji i zawodów, niemającym nic wspólnego z tą czy inną bandą.

Na rozboju zatem zyskuje nie tylko karczmarz, handlujący pędzonym przez siebie ginem, lecz bezpośrednio i jego zacny syn, który kiedyś bandytów będzie skazywał. Zyskują też uczciwi, bogobojni i praworządni krawcy, wytwórcy i sprzedawcy kosmetyków, kucharze, rzemieślnicy, wytwarzający karety bądź części do nich. A także np. producenci i handlarze żywności, którzy mają zbyt na swe towary, kupowane przez mających zatrudnienie.

Wszystko to natomiast dokonuje się zgodnie z dewizą, którą znajdujemy w tych oto wersach jego poematu, otwierającego „Bajkę o pszczołach”: „Zdrożności wzmogły wynalazczość / W przymierzu z czasem oraz pasją / Wysiłku – razem tak do szczytu / Podniosły komfort, poziom wygód, /  Że i ubodzy żyli lepiej, / Niźli bogacze przed tym wiekiem. / Nie mogło więcej być ulepszeń”.

Gdyby więc zabrakło bandziorów, nietrudno sobie wyobrazić brak środków na kształcenie wielu młodych poczciwców, ciężki los bezrobotnych kucharzy i krawcowych, rzemieślników, kupców itd. nie mówiąc już o prawnikach i instytucjach sądowych. Nie udawajmy więc niewinności, skoro i ona wykwita dzięki złu, jak szlachetny kwiat na cuchnącym nawozie. I pamiętajmy o pożytkach, płynących ze zła wspólnego.

Ale rozbój, jak pokazuje Mandeville to tylko jeden z przykładów zła, które jest źródłem dobra. Autor opisuje też i pochwala inne, za którymi stoi: oszustwo, wiarołomstwo, defraudacje, fałsz, korupcję itp. itd., bo, jak powiada, bez nich nie kręciła by się cała maszyneria społeczna, bowiem – jak pisze w cytowanej tu wypowiedzi – „z chwilą gdy zło przestaje istnieć, społeczeństwo niszczeje albo nawet całkowicie się rozpada”.

Aktualizacje „Bajki o pszczołach”

Warto tu zauważyć, że dzisiejsza prasa (i nauki społeczne), nie przejmując się biadoleniem moralistów i moralizatorów, co jakiś czas przypominają i nagłaśniają te idee. Czynią to niby pół serio, pół żartem, aby, uprawiając apologię współczesnego kapitalizmu, dowodzić, że ci, co żyją z bandyckich często afer, przekrętów podatkowych i innych przestępstw, dbają o pomyślność społeczną. Dają wszak tak pożądane dobro, jak pracę: wytwórcom jachtów, luksusowych samochodów, właścicielom drogich hoteli i restauracji. A także –  poczciwym kuchtom, kelnerom, wykidajłom, robotnikom, nie mówiąc o policji gospodarczej i skarbowej, która nie miałaby racji bytu bez tego, co potocznie uchodzi za nadużycia.

Ale dziennikarze i uczeni zatrzymują się przed postawieniem kropki nad i.  Brak im odwagi Mandevillea, by uznać zło za sól ziemi kapitalizmu. I że źródłem dobra tego ustroju jest egoizm, bezwzględne wykorzystywanie sprzyjających okoliczności, chciwość, żądza zysku dla niego samego i władzy do ekonomicznego podporządkowywania robotników. Wzdragają się przed tym.

Degradują więc jego teorię. Podpierają się nią, aby to zło uznać za – w jednych okolicznościach – usprawiedliwione i konieczne, w innych nie. Bywa więc – powiadają – że zło nie stanowi źródła dobra. Znamy wszak kraje, – piszą –  gdzie kwitnie korupcja i afery, a panuje autarkia oraz społeczna i gospodarcza beznadzieja. Trzeba by więc Mandevillea nie tylko na nowo przemyśleć, lecz jego teorię przebudować, aby odpowiedzieć na pytanie: w jakich warunkach społecznych i ekonomicznych zło niesie społeczny pożytek?

Już jednak samo to pytanie spłaszcza treści jego „Bajki” do poziomu banalnego cynizmu i relatywizmu. Wszak nie mówił on, że same w sobie przewiny i przekręty właścicieli i funkcjonariuszy kapitału są raz pożyteczne, innym razem – nie. Przeciwnie: głosił, iż w ogóle bez zła nie ma społecznego życia. Dobrem zaś zastąpić się go nie da.

Marksowska pochwała Mandevillea

Jak wiadomo oburącz podpisywał się pod jego koncepcją Karol Marks. Ale nie tak jak dzisiejsi dziennikarze, ekonomiści czy socjologowie. Uważał bowiem, że autor „Bajki o pszczołach” był śmielszy i uczciwszy „od filisterskich apologetów społeczeństwa burżuazyjnego”. Więcej: swoiście jego teorię rozwinął m.in. w krótkim eseju „Apologetyczna koncepcja produkcyjności wszystkich zawodów”.

A zaczyna się on tak: „Filozof wytwarza idee, poeta – wiersze, pastor – kazania, profesor – kompendia itd. Przestępca wytwarza przestępstwo. Jeśli przyjrzymy się bliżej tej ostatniej gałęzi produkcji z całością społeczeństwa, uwolnimy się od wielu przesądów. Przestępca nie tylko wytwarza przestępstwo, ale również prawo karne, a tym samym i profesora wygłaszającego wykłady z prawa karnego, do czego nieuchronnie dochodzi kompendium, w formie którego tenże profesor rzuca swoje „towary” na ogólny rynek. Od tego zwiększa się bogactwo narodowe, nie mówiąc zgoła o osobistej przyjemności”.

Solą ziemi w gospodarce rynkowej nie jest więc według Marksa kapitalista przemysłowy lub finansowy, ale – przynajmniej na równi z nimi – przestępca (uosobienie zła). Co więcej: sam rozwój społecznych sił wytwórczych wiele mu zawdzięcza. „Czyż zamki – czytamy –  doszły by do obecnej doskonałości, gdyby nie było złodziejów? (…) Czyż chemia praktyczna nie zawdzięcza równie wiele fałszowaniu towarów i dążności do jego ujawniania, co uczciwemu zapałowi produkcyjnemu”.

I wreszcie w eseju tym konstatacje najważniejsze: „Poprzez wciąż nowe zamachy na własność prywatną przestępstwo powołuje do życia wciąż nowe środki jej obrony i na skutek tego oddziaływa równie produkcyjnie, jak strajki oddziałały na wynalazek maszyn. A jeśli pominąć sferę przestępstw prywatnych, czyż bez przestępstw narodowych powstałby rynek światowy? A same zresztą narody? A czyż od czasów Adama drzewo grzechu nie było jednocześnie grzechem poznania?”

Bardzo by to wszystko podobało się Mandevilleowi! A pewnie ssałby kciuk ze szczęścia, czytając, jak widzi Marks znaczenie przestępcy dla kultury. „Przestępca – pisze on – wytwarza wrażenie czy to umoralniające, czy tragiczne, zależnie od okoliczności, i wyświadcza w ten sposób pewne „usługi”, pobudzając moralne i estetyczne uczucia publiczności. Wytwarza (…) sztukę, literaturę piękną, powieści a nawet tragedie, jak o tym świadczy nie tylko „Wina” Miilnera i „Zbójcy” Schillera, lecz nawet (…) szekspirowski „Ryszard III””.

Więcej! Wygasła by bez niego energia i chęć do życia, bo to on „zakłóca monotonie i poczucie bezpieczeństwa burżuazyjnego dnia powszedniego. Ochrania je w ten sposób przed zastojem, wywołując te niespokojne napięcie i ruch, bez których stępiałoby nawet żądło konkurencji. Dodaje w ten sposób bodźca siłom wytwórczym”.

A z drugiej strony – walka z nim wymusza tworzenie policji jawnej i tajnej, więzień i ich funkcjonariuszy, służby ochrony mienia, itd., dzięki czemu przestępca „odciąga z rynku pracy część nadliczbowej ludności i zmniejsza dzięki temu konkurencję pomiędzy robotnikami, do pewnego stopnia przeszkadzając spadkowi płacy roboczej poniżej pewnego minimum”. Gdyby więc była możliwa jego eliminacja, rynek pracy by się załamał. Zbędne okazały by się, najrozmaitsze, mniej lub bardziej, szacowne profesje i zawody: m.in. filozofa, poety, dziennikarza, kapłana, profesora, jak i instytucje, a także szacowne ministerstwa (np. sprawiedliwości czy spraw wewnętrznych).

Po przeciwnej stronie

Jednakże Marksowska pochwała koncepcji autora „Bajki o pszczołach” ma granice. Mandeville był bowiem niemoralizatorskim apologetą kapitalizmu. Uważał wszak, że zło w nim jest konieczne dla powstawania ogólnospołecznego dobra. I że tak musi być wiecznie.

Marks – przeciwnie. Widział historyczną przemijalność każdego ustroju. I kpił z aspiracji osiemnasto i dziewiętnastowiecznej burżuazji. Ona to bowiem, przy ideologicznym aplauzie filozofów i ekonomistów, chciała zająć dotychczasową pozycję arystokracji i szlachty. Czyny zaś ekonomiczne (i politycznie) właścicieli fabryk, bankierów, kupców, graczy giełdowych itp. miały być tworzywem dobra wspólnego, nadzieją nie tylko na skuteczne ograniczenie rozplenionego w społecznym życiu zła, lecz i na jego eliminację.

Oni właśnie ich apologetom zdawali się najbardziej produkcyjni. Od nich zależeć miała pomyślność, dobrobyt, ład. Gdy inne klasy okazywały się mniej pożyteczne z powodu skłonności do próżniactwa. Trzeba więc je było (zwłaszcza „ubogich) skłonić albo zmusić do roboty, by się urzeczywistniły ich wzniosłe cele. Jego więc ironiczna apologia produkcyjności wszystkich zawodów mierzy we wszelkie utopie i ideologie, które zakładają, że na drodze takich czy innych reform (lub rozniecania religijnego żaru), podejmowanych w interesie burżuazji, można eliminować czy ograniczyć złe momenty życia społecznego i maksymalizować dobre.

Źródłem bowiem tych momentów jest dlań własność prywatna. I to za jej sprawą wszystkie zawody są produkcyjne, a przestępca znajduje się na szczycie ich hierarchii. Trzeba więc ruszyć z posad ziemię świata: zmienić podstawy struktury społecznej, na której dotychczas wyrastały wszystkie klasowe ustroje wraz z kapitalizmem. Bez tego zawsze się będziemy kręcili dookoła Wojtek. Kpi więc w swym eseju z ideologicznego złudzenia, że kiedy zostanie ze społecznego świata wyplenione wspólne zło, zapanuje tylko wspólne dobro. Będziemy wtedy żyć szczęśliwie, opromienieni dobrem i pogrążeni w nim.

Na rychłe zmiany jednak się nie zanosi. I w świecie i w Polsce. Brak po temu dzisiaj w skali globalnej zorganizowanych i zdeterminowanych sił społecznych. Lokalne zaś bunty i rokosze, nawet gdy odnoszą chwilowe sukcesy, kończą się na razie nie tylko powrotem do kapitalistycznego status quo, lecz nawet (jak stało się z „realnym socjalizmem”) do wstecznych, barbarzyńskich jego postaci.

Ale myśleć o zmianach zawsze trzeba i można. Wykluczając ufność, że w ramach kapitalizmu cokolwiek dadzą wciąż podejmowane zabiegi, by okiełznać zło i upowszechnić dobro. Bo to dobro jest – zwłaszcza w panującej nad umysłami ideologii –  jak cukierek. Od jego słodyczy niestety często pojawiają się mdłości i  niekiedy śnią się robaki beznadziei.

Pewnie więc miałby Marks (ale i Mandeville) za złe np. polskim dziennikarzom i ekonomistom, czy socjologom, że mimo nieustannych afer i przekrętów; mimo codziennych nadużyć banków, władzy, księży, firm, polityków, policjantów itp., których liczba jest większa, niż dobrych uczynków wszystkich polskich katotalibów, nie docenia się w polskim kapitalizmie rangi oraz społecznego znaczenia przestępstw i przestępców.

A rozejrzymy się wokół: stanowią oni podstawę naszego ustrojowego bytu! Bez nich (i np. ich pierwszych ukradzionych milionów) nie byłoby panującej nad robolami klasy społecznej, kultu pieniądza, celebrytów, zamkniętych osiedli, zbytku itd. Tymczasem przestępców brak nawet w rankingach najpopularniejszych zawodów i profesji. Pewnie dlatego, że apologia kapitalizmu, jako „zdrowego” i „normalnego” ustroju społecznego rzuciła większości z nas bielmo na oczy. I dopuszcza zastępowanie faktów bajkami.

Ale wśród nich nie ma ani „Bajki o pszczołach”, ani „Apologetycznej koncepcji produkcyjności wszystkich zawodów”. Choć przestępcy należy się pomnik co najmniej taki, jak Statua Wolności. Nie będzie go jednak dopóty, dopóki nie zapanuje zrozumienie pożytków, które płyną ze zła wspólnego.

JAN KUROWICKI

 

W wydaniu nr 190, wrzesień 2017, ISSN 2300-6692 również

  1. Z KRONIKI BYWALCA

    Królewski koncert
  2. DANE OSOBOWE

    Jesteś chroniony
  3. LEKTURY DECYDENTA

    Oprawcy
  4. DECYDENT POLIGLOTA

    Znakomite rozmówki
  5. KOŚCIÓŁ W POLITYCE PiS

    Polacy są przeciw
  6. LEKTURY DECYDENTA

    Mordowanie ludzi i miasta
  7. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Sensacje w słynnym mieście
  8. LEKTURY DECYDENTA

    Trójkąt prowincjonalny
  9. PRACA DLA POLSKI

    Arystokrata, dyplomata, patriota
  10. BIBLIOTEKA DECYDENTA

    Tajemnice templariuszy
  11. WIATR OD MORZA

    Reparacje
  12. PUNKTY WIDZENIA

    Kamienie na szaniec?
  13. NIE TYLKO BAJKI

    Dwa społeczne dzięcioły: Mandeville i Marks
  14. FILOZOFIA I DYPLOMACJA

    Niech żyją nasi sojusznicy!
  15. CO SIĘ W GŁOWIE MIEŚCI

    Wygodne etykietki
  16. PRAWA - WŁADZA - PROBLEMY

    "Winter Is Coming"
  17. LEKTURY DECYDENTA

    Afery w PRL